Blog > Komentarze do wpisu
Teresa Lipowska - Ma wnuczki, choć zły los chciał inacze

Teresa Lipowska - Ma wnuczki, choć zły los chciał inacze
Świat i Ludzie

Długo starała się, by mieć dziecko. Jej syn swoje dzieci musiał adoptować. Niewiele różni się od swojej serialowej bohaterki Barbary Mostowiak. Podobnie jak ona, Teresa Lipowska (71) jest wrażliwym i bezgranicznie kochającym swoich bliskich człowiekiem. Nie narzeka na los, choć życie nie szczędziło jej trudnych chwil. Jej ukochany mąż, aktor Tomasz Zaliwski (+76), zmarł na raka dwa lata temu, podobnie jak jej jedyna siostra. Na szczęście pani Teresa zawsze mogła znaleźć wsparcie u syna Marcina (36) i jego żony Anny (35). - To kochająca się i wspierająca rodzina. Duży w tym udział Teresy. Jest wzorem teściowej. O synowej mówi same ciepłe słowa. Pewnie dlatego, że rozumie, co to znaczy czekać latami na dzieci... - zastanawia się serialowa koleżanka aktorki.

Wspomina też, że pani Teresa długo czekała na swojego jedynaka. Zwątpiła już nawet, że kiedykolwiek zostanie matką. Aż, po latach, pojawił się Marcin. Ale okazało się, że zły los czasem nie odchodzi od swoich wybrańców przez pokolenia... Gdy Marcin i Anna Zaliwscy usłyszeli od lekarzy, że nie mogą mieć własnych dzieci, zawalił im się świat. Potrzebowali dwóch lat, żeby zdecydować się na adopcję. Bali się przeszłości pokoleń dzieci, które przygarną. Ale obejrzeli karty maluchów w ośrodku adopcyjnym. - Dla mnie jedyną barierą była choroba psychiczna rodziców dziecka - zwierzyła się niedawno jednej z gazet Anna Zaliwska. W tym samym piśmie jej kandydaturę na konkurs "Idealna mama" zgłosiła właśnie pani Teresa.

Jest dumna z synowej, jak rzadko która teściowa. Anna Zaliwska opowiada, że byli w ośrodku aż dziewięć razy - tyle czasu trwa proces adopcyjny. Ale dopiero po kilkunastu miesiącach zadzwonił telefon. Byli na wakacjach, na Mazurach. Odebrali telefon: Dziecko jest śniade, ma 3,5 miesiąca. Jesteście zainteresowani? Po kilku dniach mały Szymon zasypiał już w ramionach pani Anny i pana Marcina. Czy się nie bali? Na pewno tak. Zadawali sobie pytania: czy dadzą radę? Jak powiedzą dziecku o tym, że ma jeszcze inną mamę? Dlatego, za radą psychologa, mówili o tym Szymkowi (5), kiedy chłopiec miał sześć miesięcy. I to zadziałało cudownie. - Podsłuchałam niedawno jego rozmowę w piaskownicy. Tłumaczył, że jest z mamą, ale urodziła go inna pani - mówi Anna Zaliwska. Macierzyństwo przyniosło jej spełnienie i miłość. Dlatego zdecydowali się z mężem na kolejną adopcję. Kilkumiesięczna Ewa, podobnie jak Szymon, też jest śniada. - W Szymku nie ma egoizmu. Czasem, patrząc na niego, czuję, że nie zasłużyłam na takie cudowne dziecko - mówi wzruszona. A pani Teresa, patrząc na rodzinę syna, czuje, że ma się z czego cieszyć. I dziennikarzom, którzy przychodzą na wywiady, pokazuje zdjęcia swoich wnuków. Opowiada, że są najzdolniejsze i najładniejsze. - Jest z nich dumna, tak jak z syna i synowej. Patrzę na nią i widzę, że nieszczęście można przekuć na szczęście. Ale do tego trzeba mieć miłość w sercu. I ona ją ma - mówi znajoma Teresy Lipowskiej. KL

SWIAT I LUDZIE 49-2008

wtorek, 09 marca 2010, camparis