poniedziałek, 14 maja 2012
Państwo faworyzuje domy dziecka, choć dzieciom jest tam źle [RAPORT NIK]
Państwo faworyzuje domy dziecka, choć dzieciom jest tam źle [RAPORT NIK]
Tylko 3 proc. wychowanków domów dziecka to sieroty. Niemal 80 proc. ma oboje rodziców. Sądy sprawy porzuconych dzieci rozpatrują nawet osiem lat. Coraz mniej osób chce zakładać rodziny zastępcze. Państwo wciąż faworyzuje finansowo tradycyjne domy dziecka, mimo że to rodziny zastępcze osiągają lepsze wyniki wychowawcze - to wnioski z najnowszego raportu Najwyższej Izby Kontroli, która sprawdziła, jak działają domy dziecka.
Wyniki kontroli nie napawają optymizmem - domy dziecka są przepełnione, dochodzi tam do szeregu wykroczeń - dochodzi tam do aktów przemocy, poza tym są przepełnione, a pobyt tam nie służy wychowankom.
Gdzie są rodzice?
Sierociniec to nazwa nieadekwatna - w domach dziecka sierot jest zaledwie 3 proc. Większość wychowanków ma rodziców (17 proc. wychowanków ma jednego, a 80 proc. oboje rodziców), ale z różnych przyczyn nie chcą lub nie mogą się nimi zajmować. - Oczekiwanych efektów nie przynoszą wysiłki pomocy społecznej, domów dziecka czy Powiatowych Centrów Pomocy Rodzinie. Pracownicy tych instytucji wyjaśniają, że z połową rodzin w ogóle nie mogą się skontaktować (rodzice unikają kontaktu lub przebywają za granicą). Pozostałe wykazują nikłą chęć współpracy. W konsekwencji praca z nimi odbywa się głównie na papierze - czytamy w raporcie Najwyższej Izby Kontroli.
Państwo woli dać na domy dziecka
Zdaniem NIK rodziny zastępcze są lepszą alternatywą wychowawczą od domów dziecka - wynika to z analizy dalszych losów wychowanków. - Tymczasem państwo wbrew logice lepiej dotuje tradycyjne instytucje. Bardziej naturalne placówki rodzinne otrzymują na dziecko średnio 1200 zł miesięcznie - domy dziecka 3200 zł - pisze NIK. Coraz mniej osób także garnie się do tego, by zostać rodzicem zastępczym.
Sądy opieszałe. Średnio zajmują się sprawą 2,5 roku
NIK zauważa, że główną bolączką systemu adopcyjnego w Polsce jest przewlekłość postępowań spowodowana m.in. nieuregulowaną sytuacją prawną dzieci. Średni czas postępowania adopcyjnego to 2,5 roku, ale jeśli konieczne jest pozbawienie biologicznych rodziców władzy rodzicielskiej, postępowanie trwa nawet do ośmiu lat. W konsekwencji na rodzinę adopcyjną zamiast niemowlęcia może czekać uczeń.
"Nieformalna umowa"
Placówki opiekuńczo-wychowawcze (domy dziecka) i resocjalizacyjne (zakłady wychowawcze) są przepełnione. Na kłopoty lokalowe nakładają się nieprawidłowości przy kierowaniu dzieci do tych instytucji. Kontrola wykazała, że istnieje nieformalna umowa między niektórymi sądami opiekuńczymi a Powiatowymi Centrami Pomocy Rodzinie.
Część sądów, wydając postanowienia, celowo nie rozstrzyga, do jakiego rodzaju placówki ma trafić dziecko. Dzięki temu ostateczną decyzję podejmują samodzielnie pracownicy Centrów, którzy w pierwszej kolejności biorą pod uwagę możliwości powiatów.
Wszyscy razem: młodociani przestępcy w domu dziecka
Jak zauważa NIK, zdarza się, że do domów dziecka trafiają młodociani przestępcy, którzy powinni znaleźć się w placówce typowo resocjalizacyjnej. Ma to destrukcyjny wpływ na pozostałych wychowanków. Tylko w trzech z 28 skontrolowanych instytucji nie odnotowano aktów wandalizmu, agresji i przemocy, wymagających interwencji policji. Jednocześnie opieszałość sądów przy przenoszeniu sprawców takich zdarzeń do odpowiednich placówek utwierdza ich w poczuciu bezkarności.
Bałagan w papierach
Instytucje odpowiedzialne za opiekę nad dziećmi niewiele o nich wiedzą - jak wynika z ustaleń Najwyższej Izby Kontroli. Trudno się dziwić - dokumentacja zawiera istotne braki. Instytucje powołane do rozwiązywania problemów społecznych nie współpracują ze sobą.
1 stycznia (już po zakończeniu kontroli) weszła w życie nowa Ustawa o pieczy zastępczej, która ma udoskonalić opiekę państwa nad dziećmi i rodzinami potrzebującymi pomocy.
|
Archiwum
Zakładki:
Akcje
Blogi
Fora internetowe
Fundacje i stowarzyszenia
Ośrodki adopcyjne
Strony tematyczne
Tagi
|